Kilka słów o Jadoville… czyli jak nie robić filmów historycznych.

    Kule śmigają na ekranie, dramatyczne krzyki zdradzają, że kolejni bohaterowie dokonali żywota, a strzelający z karabinu dzielny dowódca strzepuje z włosów niewidzialny pyłek. Oglądam właśnie Jadoville, produkcję Netflix’a z 2019 roku i zastanawiam się, co też jest z tym tworem nie tak. Coś zdecydowanie tu nie gra, bo choć akcja nieustannie brnie do przodu, to mam wrażenie, że zaraz zasnę. 

    Czy chodzi o fatalny sposób nagrania i nijaki montaż, który poziomem wykonania zbliżony jest do dzieła początkującego YouTubera? A może wina leży po stronie drętwych dialogów? Bo w końcu nie zawinił skądinąd świetny temat – przecież wojna w Kongo to jeden z najbardziej interesujących, a rzadko poruszanych wątków historycznych. Przyglądam się dalej i próbuję docenić zaangażowanie emocjonalne aktorów. Niestety – cielęce spojrzenia Jamie’ego Dornana powodują, że choć usilnie staram się obudzić w sobie współczucie dla bohaterów, wybucham śmiechem – być może filmowy Dorian Grey powinien pozostać na znanym sobie łóżkowym polu bitwy i nie mieszać się do spraw politycznych? Chociaż, szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy wymiana obsady uratowałaby dzieło amerykańskiego giganta.

    W tym filmie nic nie jest dobre. Kostiumy jak dziecięce przebrania karnawałowe, muzyka o której ciężko jest powiedzieć coś więcej po za tym,, że brzmi jakby ktoś odpalił losową playlistę “Dramatic music” ze Spotify. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Ni to dokument, ni to film fabularny. Taka hybryda, która chwieje się pomiędzy jednym, a drugim. Wszystkiego tu po trochu – krwi, brudu, walki, łez, historii…- ale niewiele z tego wynika. Wątek miłosny byłby bardziej porywający, gdyby rozgrywał się pomiędzy parą pieczonych kartofli – rozmowy telefoniczne aktorów nie osiągają nawet poziomu gorącej sekretarki RMF.
Z trudem udaje mi się dobrnąć do końca tego spektaklu żenady i zastanawiam się, jakim cudem ta sama wytwórnia potrafiła stworzyć tak ciekawą produkcję jak Narcoz.

   Oglądanie Jadoville odradzam w szczególności miłośnikom historii – oszczędzicie sobie nerwów. Już lepiej spędzić wieczór z książką, która posłużyła za pierwowzór, a której potencjał nie został w najmniejszym stopniu wykorzystany. Więcej o tym filmie nie powiem, bo pewne rzeczy lepiej po prostu przemilczeć, jeżeli nie ma się nic dobrego do powiedzenia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Create your website at WordPress.com
Get started
%d bloggers like this: